Chapter Text
Czyli dlaczego nadmierne zainteresowanie detalami utrudnia ujrzenie kompletnego obrazu
Raz na miesiąc, zwykle w okolicach piętnastego, sprawdzał swoje zapiski, sporządzał listę zapotrzebowania i wysyłał ją do kwatermistrzostwa, pisał raporty oraz wykonywał mnóstwo innych czynności, mających na celu podsumowanie jego działalności w ciągu minionych trzydziestu dni. Jedną z nich było sprawdzenie stanu zdrowia wszystkich mieszkańców bazy a także prowadzenie statystyk dotyczących tego, jak często poszczególni członkowie jego drużyny wymagają pomocy medycznej. W tym zakresie ostatnie miejsce zajmował Inżynier, który rzadko musiał się respawnować i generalnie nie ponosił poważnych obrażeń, głównie dlatego, że siedział tuż za swoją wieżyczką, która nie pozwalała nikomu zbliżyć się na odległość strzału. Owszem, czasem dochodziło do starć między nim a Szpiegiem RED, jednak cóż, taki zawód. Potem był ich Snajper, który też rzadko ginął, bowiem jego zadanie polegało na bunkrowaniu się w osłoniętym miejscu i zdejmowaniu przeciwników z oddali. Pozostali członkowie drużyny mieli mniej więcej tyle samo obrażeń i respawnów na koncie, jednak tym pacjentem, który najczęściej wymagał pomocy i był najpoważniej ranny, był Scout. Było to dosyć oczywiste – jego zadaniem było podążyć wszędzie jako pierwszy, zbadać teren, ostać się na placu boju i pchać wózek, gdy wszyscy inni padli, przeniknąć za linię wroga i wyeliminować każdego, kto stanął mu na drodze. W połączeniu z jego delikatną budową oraz brakiem jakiejkolwiek osłony przed pociskami, uzyskiwało się pierwszej jakości mięso armatnie. Co zaskakujące, zwiadowca nigdy się nie skarżył, ani nie marudził. Spokojnie przyjmował na siebie wszystko, czym przeciwnik zechciał w niego rzucić i niejednokrotnie udawało mu się jeszcze odpłacić pięknym za nadobne. Było to... Co najmniej fascynujące. Wprawdzie doktor stracił prawo wykonywania zawodu za prowadzenie eksperymentów na ludziach na długo przed tym jak trafił do Upward, jednak korporacja BLU nigdy nie patrzyła krzywym okiem na pozytywne wyniki, a to jak się do nich doszło nie miało dla kierownictwa najmniejszego znaczenia. To właśnie dlatego postanowił pracować właśnie dla nich.
- Scout, herein!1- lekko uchylił drzwi i zaprosił go do gabinetu, żeby przeprowadzić rutynową kontrolę.- Bitte, zieh dich aus.2
- Dzień dobry.- chłopak stanął na środku pokoju wpatrując się w lekarza pytającym wzrokiem.
- Usiądź na kozetce, bitte.3- westchnął. Czasem męczyła go bariera językowa, jednak coraz częściej się łapał na tym, że używa niemieckiego głównie wtedy, gdy usiłuje kogoś nieco postraszyć.- Rozbierz się do pasa i poczekaj chwilę.
Za parawanem zmienił rękawiczki oraz szczelniej zapiął fartuch. Gdy wrócił do pacjenta, spodziewał się go zastać gotowego do badania, chłopak jednak najwyraźniej postanowił najpierw pozbyć się koszulki a dopiero potem zaś czapki i w konsekwencji jedynie się w to wszystko zaplątał. Z westchnieniem podszedł do młodego i niezbyt delikatnie, ale za to skutecznie pozbawił go garderoby jednym szarpnięciem.
- Nie mamy całego dnia.- niemalże warknął.- Vłaź na vagę, schneller.4
Szybko zmierzył chłopca, który wprawdzie już nie był w takim wieku, by rosnąć wzwyż, ale nadal nie chciał zacząć nabierać centymetrów w pasie. Irytowało go to, był bowiem całkowicie przekonany, że nikt, kto jadł tyle co ten mały, nie miał prawa być tak chudy. Wprawdzie był to bardzo ruchliwy osobnik, ale wciąż było to podejrzane.
- V ogóle bierzesz te vitaminy, które ode mnie dostajesz?- popatrzył na niego z niezadowoleniem.- Czy znovu zapominasz, hm?
- Em... Biorę.- rozłożył bezradnie ręce.
- Dobrze, siadaj.- wskazał ręką krzesło.
Dalsze oględziny wcale nie przyniosły pozytywnych rezultatów. Podwyższone ciśnienie, przyspieszone tętno, nierówny oddech – osobno te objawy nie były niczym poważnym, jednak wszystkie razem, u tak młodego człowieka mogły być zapowiedzią czegoś złego, dlatego należało przeprowadzić więcej badań. Pobrał Scoutowi tyle krwi, ile chłopiec był w stanie oddać bez letalnych konsekwencji, po czym na wszelki wypadek postanowił przetrzymać go w gabinecie, żeby nie zemdlał gdzieś na środku pustyni, jak w zeszłym miesiącu.
Oczywistym było, że zwiadowca natychmiast zaczął się nudzić. Na szczęście był ostatnim pacjentem tego dnia, więc nie przeszkadzał w badaniu kolegów z zespołu, tym niemniej zamiast leżeć spokojnie, kręcił się niemiłosiernie, doprowadzając Medyka do szewskiej pasji. Doktor wyjrzał ze swojego laboratorium i popatrzył na niego z naganą.
- Uspokój się na miłość boską!- skrzyżował ręce na piersi.
- Nie moja wina, że się nudzę.- Scout popatrzył na niego z rozbrajającą szczerością w oczach.
- Proszę.- zdjął z półki pierwszą-lepszą książkę i podał mu ją.- Spróbuj nie hałasować.
- Jest po niemiecku.- stwierdził biegacz, przerzucając kartki.- I o medycynie. Raczej niewiele z niej zrozumiem.
- Verdammte Scheiße!5- przewrócił oczami.- Napravdę nie umiesz poleżeć w spokoju przez parę godzin?
- Mogę iść do siebie.- Wzruszył ramionami.- Tam nie będę ci przeszkadzał.
- Zanim tam dojdziesz ze dva razy zmienisz zamiar i zamiast się zdrzemnąć, poleziesz nie viadomo gdzie i znovu stracisz przytomność grając v ten cały baseball.- lekarz ze zniecierpliwienia zgrzytnął zębami.- Dlatego zostaniesz hier.6 Zrozumiałeś?
- To co mam robić?- chłopak przewrócił oczami.
- Nie obchodzi mnie to, po prostu leż spokojnie. Jeśli sam czegoś nie vymyślisz, to cię uśpię, ist es klar?7
Faktycznie, przez pięć minut był spokój, to mu musiał przyznać. Jednak po chwili usłyszał z sąsiadującego z laboratorium gabinetu dziwne stukanie i po prostu wiedział, że ten nieznośny dzieciak na pewno wymyślił coś głupiego. Gdy do niego zajrzał, przekonał się, że jak zwykle ma racę. Zwiadowca leżał na kozetce i podrzucał piłkę baseballową, raz na jakiś czas uderzając nią w sufit. Najwyraźniej zrozumiał, że to również jest zakazane, bowiem nawet nie musiał widzieć wyrazu twarzy doktora, by natychmiast zaprzestać tej dziecinady i schować piłkę do kieszeni.
- Przepraszam.- popatrzył na niego ze skruchą.- Ale naprawdę się nudzę.
Nie rozumiał, jak można mieć tyle energii. Wszyscy normalni ludzie byliby w stanie znaleźć sobie jakieś ciche zajęcie i poleżeć w spokoju, jednak nie, ten jeden jedyny osobnik na świecie nie był w stanie wytrzymać czegoś takiego.
- A gdy akurat nie doprovadzasz mnie do szału lub nie biegasz za piłką, to co robisz?
- W sumie... Nic.- odparł po chwili zastanowienia.- Generalnie wszytko, co robię, w jakiś sposób cię denerwuje.
- A jaka z tych rzeczy jest najcichsza?- czuł, że jego cierpliwość zaraz ulegnie wyczerpaniu.
- Chyba czytanie komiksów.
- Wunderbar!8- Medyk podszedł do regału i sięgnął po jedną ze znajdujących się na niej książek.- Bardzo proszę. Obrazki. Miłej i CICHEJ lektury.
- Ale to jest atlas anatomiczny...
Na wszelki wypadek bardzo pośpiesznie zamknął za sobą drzwi. Istniała szansa, że pozostawiony bez jakiegokolwiek innego wyboru, Scout wreszcie zajmie się tym, co zostało mu podsunięte pod nos i wreszcie pozwoli innym wykonywać obowiązki.
X X X
Wyniki badań w większości wypadków nie były w żaden sposób zaskakujące. Cała załoga była doskonale zdrowa i zdatna do pełnienia obowiązków, z jednym tylko wyjątkiem. Jakkolwiek badanie krwi w żaden sposób nie wyjaśniało dziwnych objawów występujących u ich zwiadowcy, nie można było zaprzeczyć ich istnieniu. Gdy trzy dni po kontroli lekarskiej ponownie zbadał Scouta, żeby się upewnić, czy to przypadkiem nie jakaś chwilowa przypadłość, znów uzyskał podobne rezultaty. Ponownie był zmuszony pobrać mu krew, by poddać ją analizie, przez co znów przez parę godzin był skazany na obecność chłopaka w swoim gabinecie. Wprawdzie tym razem młody od razu przyniósł sobie książkę i zachowywał się niemal idealnie cicho, jednak wciąż się wiercił, doprowadzając Medyka do białej gorączki. Gdy po kolejnych trzech dniach nie wpadł na ślad żadnej poważnej dolegliwości, jeszcze wezwał do siebie zwiadowcę i pobrał mu próbki wszystkiego, co tylko można otrzymać z ludzkiego organizmu a następnie zbadać. To również nie przyniosło żadnych rezultatów. Wtedy też postanowił zacząć przeprowadzać badania wymagające obecności pacjenta, co mogło być albo niewielkim odstępstwem od codziennej rutyny (jeśli jakimś cudem pacjent opuszczał gabinet o własnych siłach), albo szalenie interesującą rozrywką (jeśli rzeczony pacjent opuszczał gabinet z innym zestawem organów niż miał na początku).
- Um... Nie chcę wątpić w twoje kwalifikacje, czy coś...- Scout wyraźnie był nieco zaniepokojony sytuacją.- Ale czy to zajebiście ostre ustrojstwo musi być tak blisko mojej twarzy?
- Tak, przestań się kręcić.- ze zniecierpliwieniem poprawił pasy, które przytrzymywały zwiadowcę na fotelu.- Napravdę nie potrafisz siedzieć spokojnie?
- Nie, kiedy mam coś takiego dwa milimetry od mojego nosa.- biegacz zaczął zezować na końcówkę umieszczonego przed jego głową aparatu.- Do czego właściwie to służy?
- Do medycyny.- odpowiedział lakonicznie, wiedząc, że jakakolwiek próba wytłumaczenia mu, do czego rzeczywiście jest przeznaczona cała ta aparatura, było równie sensowne, co sugerowanie Demomenowi zostania abstynentem.
- Mogę o coś jeszcze spytać?
- Tak, pod varunkiem, że przez następną godzinę nie odezviesz się navet jednym słovem.- Przewrócił oczami.
- Um... Ok... Dlaczego robisz mi te wszystkie badania?
- Żeby uzyskać vyniki.- podszedł do pulpitu i zaczął po kolei naciskać wszystkie guziki.
- Ale...
- Sei still!9- warknął, po czym dodał nieco łagodniejszym tonem.- Teraz poczujesz małe ukłucie.
Kłamał. Oczywiście, że tak – w końcu nie po to był lekarzem, żeby przygotować pacjenta na kompletnie niepotrzebny ból związany z badaniem, które można by było zastąpić nieinwazyjnymi, ale o wiele mniej interesującymi testami. Jednak nie zamierzał się nigdy nikomu do tego przyznawać, a już tym bardziej obiektowi z nieznośnymi objawami, których nie dało się niczym wytłumaczyć. Gdy doszedł do wniosku, że badanie się skończyło, wyciągnął zatyczki z uszu i odpiął Scouta od fotela. Chłopak z trudem doczołgał się do kozetki, na którą padł jak długi. Medyk chciał go jak najszybciej wyprosić, żeby móc się zająć analizą wyników, jednak też nie miał ochoty na leczenie ewentualnych powikłań, toteż pozwolił zwiadowcy na chwilę odpoczynku. Dopiero po kwadrancie stanowczo wypchnął go za drzwi.
Po kolejnym tygodniu bezowocnych (ale za to spektakularnych) testów był na skraju rozpaczy. Nic, absolutnie nic nie wyjaśniało dziwnych objawów Scouta, jednak niewątpliwym było, że muszą mieć one jakąś przyczynę. Dlatego, wprawdzie niechętnie, ale poprosił o konsultację, mając nadzieję, że jego kolega po fachu zauważy coś, co jemu umknęło. Duma to jedno, ale wbrew obiegowej opinii jednak zależało mu na zdrowiu pacjentów i nie mógł dopuścić, by coś poważnego im się stało tylko dlatego, że nie był w stanie przyznać się do tego, iż czegoś nie wie.
- Interesujące.- Medyk RED przeglądał wyniki z nieodgadnionym wyrazem twarzy.- Napravdę, niezwykle ciekawe.
- Co masz na myśli?- podał mu kubek z herbatą.
- Poviedz, czy ten wasz Scout sam stavia się na badania?
- Ja, vzywam go przez interkom. Warum?10- zaczął wątpić, czy wezwanie doktora przeciwnej drużyny to był dobry pomysł.
- Z mojego doświadczenia vynika, że żaden zdrowy umysłowo pacjent nie przychodziłby z vłasnej, nieprzymuszonej voli do gabinetu, viedząc, że vizyta będzie... Aż tak bolesna. A po tym.- wskazał na jedną z kartek.- Viększość uciekłaby na pustynię i nigdy nie vróciła. Das ist meine Meinung.11
- Sugerujesz, że podłoże może być psychologiczne?- tego rozwiązania nie rozpatrywał, bowiem wymagało ono zainteresowania się pacjentem jako osobą, a tego nie lubił praktykować.
- Twierdzę jedynie, że albo vasz zviadowca ukryva przed tobą jakieś odchyły na punkcie bólu, albo ma, delikatnie rzecz ujmując, nieróvno pod sufitem.- westchnął gość.- Bowiem podobnie jak ty, nie vidzę żadnej fizycznej przyczyny tych objavóv.
- Cóż, i tak dziękuję za pomoc.- BLU włożył dokumenty do teczki i schował ją do szuflady biurka.- Mogę się jakoś zrevanżować?
- Być może.- doktor RED upił łyk herbaty i zmarszczył lekko brwi.- Mam pacjenta, który... Jak by to ująć... Szuka każdego pretekstu, żeby trafić do gabinetu. Naraża się podczas misji, nie dba o svoje bezpieczeństwo i inne tego typu rzeczy. Nie bardzo viem, jaka może być tego przyczyna. Hipochondria?
- Nie, vtedy miałby urojone przypadłości.- pokręcił głową.- Rozvażałeś Münchhausen-Syndrom?12
- Nie, to nie to.- RED również pokręcił głową.
- No to albo jest nierozvażnym idiotą i nadinterpretujesz jego zachovanie oder13 jest v tobie zakochany.- wzruszył ramionami.- Nic innego nie przychodzi mi do głovy.
- To... To śmieszne.- Medyk przeciwników był niemalże zszokowany taką supozycją.- Niemożlive.
- Skoro tak tvierdzisz.- lekarz niebieskich nie zamierzał się z nim kłócić, w końcu to jego pacjent i zapewne wie lepiej.
Jeszcze przez chwilę doktor drużyny RED siedział nieruchomo na stołku, po czym przypomniał siebie, że trzyma w ręku kubek z zimną już herbatą. Podziękował za poczęstunek, po czym zebrał się do wyjścia. Gospodarz odprowadził go do tylnych drzwi bazy, po czym wrócił do swojego gabinetu, zastanawiając się nad tym, co ma teraz zrobić ze Scoutem. Nie był psychiatrą, przynajmniej nie takim, który był w stanie poprawić stan pacjenta (zwykle jego działania miały odwrotny cel, a co za tym idzie – skutek), jednak jeśli rzeczywiście objawy mają podłoże psychologiczne, należy się zająć tą materią bez zwłoki.
X X X
Scout, co zaskakujące, słowem się nie zająknął, gdy dostał do ręki formularze z poleceniem ich wypełnienia. Zwykle dosyć emocjonalnie reagował, gdy ktokolwiek sugerował mu posiadanie IQ poniżej normy lub brak piątej klepki, jednak tym razem najwyraźniej nie zamierzał robić sceny. Wprawdzie wyglądał na nieco zmęczonego i był dziwnie blady, jednak lekarz nie sądził, by była to reakcja na leżący przed nim test, a raczej brak dostatecznej ilości snu. Chłopak w skupieniu zaznaczał krzyżykiem odpowiedzi, nieco się tylko kręcąc na krześle. Najwyraźniej nie był w stanie się nie poruszać. Po krótkim zastanowieniu zapisał to, mając nadzieję, że i z tego uda się go wyleczyć.
- Nie śpieszysz się, pravda?- westchnął, patrząc na zegarek.
- Miałem się przecież zastanawiać nad tym, co piszę, bo tylko raz mogę udzielić odpowiedzi, nie?- zwiadowca podniósł wzrok znad kartek.
- Es ist wahr.14 Ale nie sądziłem, że zajmie ci to aż tyle czasu.
Chłopak zmarszczył brwi i wrócił do wypełniania formularza. Przy każdym pytaniu zatrzymywał się na chwilę, gryząc nerwowo koniec ołówka (kolejna notatka), jednak jakoś się to posuwało naprzód. Wreszcie skończył i oddał Medykowi lekko pozaginane na rogach kartki.
- Kiedy mam znowu przyjść?- spytał z pewnym wahaniem.
- Vezvę cię v stosovnym czasie.- westchnął.- Czemu pytasz?
- Tak... Po prostu chciałem wiedzieć.
- Możesz już iść.- wykonał dłonią gest, jakby płoszył ptaki.- I zamknij za sobą drzwi, danke15.
X X X
Scout nie musiał długo czekać na kolejną wizytę. W ciągu następnych dwunastu dni codziennie po południu Medyk wzywał go do siebie i rozmawiał z nim, starając się dostrzec jakiekolwiek odchyły od normy, jednak nijak mu się to nie udawało. Owszem, biegacz był nerwowy i nierozważny, jednak nie w stopniu, którego nie dało się wytłumaczyć młodością i porywczym charakterem. Był też z natury pogodny i energiczny, jednak przyczyną tych cech również nie były podejrzane stany euforyczne. Oczywiście dowiedział się też mnóstwa innych bzdetów, takich jak to, że zwiadowca pochodzi z Bostonu, ma siedmiu starszych braci, wychowywał się bez ojca i takie tam, jednak starał się nie przywiązywać do nich zbytniej wagi. Nawet jeśli badał psychikę tego nieznośnie ruchliwego chłopaka, nadal traktował go jak pacjenta i nie zamierzał się z nim zaprzyjaźniać, nic z tych rzeczy. Jednak po pewnym czasie ze zdumieniem zauważył, że gdy się spędzało czas ze Scoutem nie zaś obok niego, jego sposób bycia nie był aż tak nieznośny, jak pierwotnie mu się wydawało. Była to po prostu część jego osobowości i jako taka była nawet... Miła. Może nie tak, jak przeszczep serca bez podawania narkozy, tym niemniej po wyjściu chłopca w gabinecie przez chwilę było zdecydowanie za cicho i dziwnie pusto.
X X X
- Scheiße!16- warknął, chowając się z powrotem za róg budynku, po tym jak rakieta przeleciała mu dosłownie dwa centymetry nad głową.- Heavy, vidzisz jakieś przejście?
- Нет17, doktorze.- odparł Rosjanin.- Z tej strony jest wieżyczka, a z tamtej ich Demoman.
- Erzähl keinen Scheiß!18- nadal miał w fartuchu dziury po tym jak cudem uniknął ostatniej eksplozji granatu.
- No normalnie multi-kulti.- jak spod ziemi wyrósł obok nich Scout.- Jeszcze dorzucić tu Szpiega i w końcu nauczę się jakiegoś obcego języka. Jak jest?
- Плохо.19- Heavy wzruszył ramionami.
- Nadejdzie dzień, w którym obaj zaczniecie mówić jak ludzie.- chłopak poprawił sznurowadła i chwycił swój ukochany kij baseballowy.- No dobra, to do roboty.
- A ty gdzie się niby vybierasz?- Medyk popatrzył na niego jak na idiotę, albo człowieka co najmniej niespełna rozumu.
- Tam.- biegacz pokazał ręką na przejście prowadzące prosto w objęcia Demo RED.- Załatwię go zanim się obejrzy.
- Albo ja będę musiał trzy godziny vyjmować ci odłamki z pleców.- warknął lekarz.- Du bist net bei Trost!20
- Ej, ja jestem od tego, żeby wyrywać naprzód i mieć nadzieję, że dobiegnę do celu a ty jesteś od tego, żeby mnie potem zszywać.- młody uśmiechnął się szeroko.- Poza tym i tak mam umówioną wizytę, ponieważ jutro jest comiesięczny przegląd, więc nie ma różnicy, nie?
- Jest! Oczywiście, że jest! Nie, nawet się nie vaż...
Bez względu na to, ilu by gróźb nie zastosował, chłopak nie miał najmniejszego zamiaru słuchać. Z entuzjastycznym okrzykiem „Spróbuj mnie wysadzić, zjebie!” wybiegł zza rogu. Dosłownie sekundę potem usłyszeli eksplozję i zwiadowca wrócił w tempie ekspresowym, jednak przypominał bardziej poduszkę na szrapnele niż istotę ludzką.
- Droga wolna.- mimo swego stanu był w stanie się złośliwie wyszczerzyć i unieść kciuk do góry.
- Poczekaj, zaraz cię vyleczę.- doktor sięgnął po medigun.- Jak skończymy misję, to sobie smarkaczu porozmaviamy...
- Nie ma czasu, idźcie. Zaraz się jorną i znowu przyślą jakiegoś kutasa.
- Nie zamierzam cię zostavić z dziurą v jelitach.- skrzywił się z niesmakiem.
- Idźcie, do cholery!- chłopak krzyknął i natychmiast zaczął krztusić się krwią.
Chciał jeszcze protestować, jednak Heavy kierując się pragmatyzmem pociągnął go za sobą i po raz kolejny spróbowali się przebić do wózka z bombą. Jakoś udało mu się skupić na tym, co robili, jednak nie potrafił od siebie odegnać widoku krwawiącego chłopaka, który jak zwykle zresztą, poświęcił się, żeby innym było prościej. Rzadko widywał Scouta na placu boju, bowiem zwiadowca, jak nakazywała jego funkcja, był gdzieś na przodzie. Owszem, statystyki pokazywały, że odnosił poważne rany i trafiał do Respawn Roomu znacznie częściej niż jego koledzy, w końcu sam to sprawdzał trzydzieści dni temu, jednak wiedzieć o tym, a wreszcie to zobaczyć na własne oczy, to dwie różne rzeczy. Po raz pierwszy niemal pożałował, że swoimi brutalnymi badaniami zamiast mu pomóc, jedynie dołożył się do puli bólu, który Scout i tak musiał ścierpieć dla dobra misji i było to niepokojące uczucie, bowiem oznaczało to, że zaczął się przejmować i traktować chłopaka nie jak pacjenta a jak osobę.
1Wejść! (jako wykrzyknienie)
2Proszę usiąść.
3Proszę.
4(…) szybciej
5Cholera jasna!
6(…) tutaj.
7(…) czy to jasne?
8Cudownie!
9Cicho! (lub: Cicho bądź!)
10Czemu?
11Takie jest moje zdanie.
12Zespół Münchhausena
13Albo
14To prawda.
15(…) dziękuję
16Cholera! (dosł. gówno)
17Nie
18Nie pierdol!
19Źle
20Ty chyba masz coś z głową!
