Work Text:
- Posiłek z grilla jest tradycyjnym daniem wśród moich ludzi – wyjaśnił John ambasadorowi, nabierając widelcem nieco zwęgloną kiełbaskę na talerz ambasadora.
- Bardzo interesujące – mamrotał, spoglądając na kiełbaskę powątpiewająco. – W moim świecie tylko najbardziej zacofani ludzie gotują na otwartym ogniu. Mamy technologię, którą załatwiamy takie sprawy.
- Och hej, my też ją mamy– zaprotestował John. – Tony techniki. Uwielbiam technologię jednak grillowanie to swoisty męski rytuał. Tu masz jakiś ketchup.
Ambasador zbladł.
- Przyzdabiacie swoje jedzenie krwią?
- O cholera – wymamrotał John. Postukał w radio. – Teyla, tu Sheppard. Kulturowy nagły wypadek.
0o0
- Pułkowniku Sheppard! – uśmiech Teyli miał w sobie cień stali. Wiedział, że oznacza to iż kobieta walczy z chęcią wydostania się z jej bantos i bezwarunkowego pobicia wszystkich. Wepchnęła Johnowi obraźliwy talerz kiełbaski i pokierowała ambasadora w kierunku deserów.
John wziął kęs niepocieszony. W każdym razie, prawdopodobnie, nie potrzebują niczego z tej planety.
- Słyszałem, że zniszczyłeś nasze stosunki handlowe z mikrofalowym światem – powiedział Rodney wesoło, rozdzierając resztę kiełbaski, niszcząc ją z przyjemnością. – Masz już dość bycia męskim z produktami wieprzowymi? Może sprawdzimy twoją męskość w bardziej wygodnym miejscu?
John ożywił się.
0o0
John pokierował Rodney’em przez tłum, omijając szerokim łukiem obcych dygnitarzy i unikając Elizabeth. Zgadywał, że aktualnie był w niełasce.
- Doktorze McKay! – oznajmił melodyjny głos zza Rodney’a gdy Sheppard prawie sięgnął do drzwi.
- Witaj, ach...
- Taramaine – wyjaśniła dorodna blondynka. – Odwiedziłeś nasz świat zeszłego lata.
Rodney wyglądał na zaszczutego.
- Ach tak, oczywiście. Słyniecie z ...
- Tkactwa. Naprawiłeś nasze mechaniczne krosna. Do dziś działają bez zarzutu.
- Doskonale, bardzo dobrze – pogratulował Rodney do jej piersi.
John pochylił się i złapał go za ramię.
- Wybaczy nam pani, mamy plan zagrać w „schowaj kiełbaskę”.
Jej oczy rozszerzyły się.
- Ooch, gry! Mogę do was dołączyć?
0o0
- O, Boże – zajęczał Rodney. Odwrócił się do Johna, błagając.
- Nawet o tym nie myśl McKay – ostrzegł Sheppard. – A) Incydent dyplomatyczny, B) nie dzielę się.
Taramaine przyjrzała im się z ciekawością, przechylając głowę.
- Ach – zachichotała – ten rodzaj gry. Tak więc tą „kiełbaską”, którą „chowasz” jest ...
John skinął na żołnierza piechoty morskiej trzymającego tacę z hot dogami.
- Tylko kiełbaska, proszę pani. Taka jak te tu.
Taramaine sapnęła zrozpaczona.
- Zjadaliśmy męskie narządy? Słyszałam, że mieszkańcy Miasta są wojowniczy, ale nie, że zbierają takie trofea.
John jęknął i sięgnął po radio.
– Teyla?
0o0
- I ponadto – powiedziała Elizabeth – połowa galaktyki Pegaza myśli teraz, że kastrujemy swoich wrogów!
- Plusem jest – spróbował John – że to powstrzyma kilku z nich od prób porwania McKay’a lub przejęcia miasta.
Elizabeth spiorunowała ich wzrokiem.
- I sądzą, że jesteśmy kanibalami! – warczała.
– Jak to ma poprawić stosunki handlowe?
John szturchnął Rodney’a.
- Ej! To nie moja wina. Głosowałem za babeczkami, ale pułkownik Carnivore i Wookie odrzucili moją propozycję!
- Obaj jesteście wykluczeni z jakichkolwiek przyszłych przyjęć dyplomatycznych. Wynoście się!
Drzwi do biura Elizabeth syknęły przy zamknięciu. John i Rodney uśmiechnęli się do siebie i przybili piątkę.
- Zwycięstwo!
