Work Text:
Chłodny, słony podmuch przyniósł ze sobą dźwięk fal rozbijających się o skały, krzyk mew i odległe bicie miejskiego dzwonu. Deszcz pada jak w zeszłym tygodniu. Za otwartymi oknami świat przypomina akwarelowy obraz w stonowanych barwach szarości, zieleni i błękitu.
- Zimno mi - powiedział Scott przymykając oczy.
- Jestem tu - odpowiada Chris, wyraźnie rozbawionym tonem. Delikatnie okrywa ich, przytulając się do Scotta.
- Lepiej? - Zapytał, szepcząc przy nagim ramieniu chłopaka. Ten jedynie nuci, przeciągając się leniwie. Deszcz zaczął się wzmagać.
- Powinniśmy zamknąć okna - mruczy sennie splatając ich palce przy łuku swego biodra. Chris przeciera jego skroń delikatnymi pocałunkami, głaskaniem wcierając ciepło w chłodną skórę.
Silny podmuch wiatru przynosi deszcz do ich pokoju, zwilżając dywan i miejsce koło okna. Scott krótko marszczy brwi myśląc o nadchodzących problemach.
- Zostaw to - szepce Chris do miękkich loków jakby czytając mu w myślach. Scott czując jak silne ramiona obejmują go mocniej pozwala sobie na potajemny uśmiech.
Odprężając się ponownie przy solidnym ciele za nim, Scott pozwala sobie odpłynąć w czasie przy dźwiękach deszczu.
[KONIEC]
