Actions

Work Header

Mistletoe

Summary:

Hifumi zabiera Doppo na zasłużone wakacje... W grudniu.

Notes:

Work Text:

- Hifumi! Ej, Hifumi! Nie śpij na słońcu. - Doppo odłożył na piasek czytaną książkę, wysunął nogę zza przyjemnego chłodu cienia, jaki rzucał rozciągnięty nad nim parasol i zaczął szturchać stopą leżącego na kocu przyjaciela.

Słońce prażyło jak na środku pustyni, nawet lekki wiatr wiejący od strony oceanu nie poprawiał wcale odczucia spiekoty. Doppo mógłby przysiąc, że niemal słyszy, jak jego noga wystawiona poza bezpieczną krawędź cienia zaczyna skwierczeć niczym kawałek karkówki na grillu. Jak Hifumi mógł wytrzymać w takim upale?

- Doppo… Która godzina? - spytał blondyn i sięgnął po wodę, natychmiast się krzywiąc z powodu nagrzanej przez słońce plastikowej butelki z napojem.
- Chwilę po czternastej. O, myślałem, że jest nieco wcześniej, ale jak się okazuje, cykl życia pstrągów jest bardziej interesujący niż mogłoby się wydawać…
- CZTERNASTA? - Host zerwał się z koca, stając nad zaskoczonym przyjacielem. Z wrażenia spadły mu okulary przeciwsłoneczne z nosa, odsłaniając biały, nieopalony ślad. Doppo nie zdążył nawet zaznaczyć tego faktu, bo Hifumi zaczął pakować cały ich dobytek do torby i ciągnąć go w stronę wyjścia z plaży, nie dając mu czasu na wyrazy protestu. - O tej porze powinniśmy być już 3 punkty naszego wakacyjnego programu dalej, przepadnie nam cały urlop, nie mamy czasu siedzieć tyle na plaży! Chodź, idziemy!

Zmęczony salaryman westchnął w myślach. No i to byłoby na tyle z jego wymarzonego urlopu, polegającego na spokojnym czytaniu popularnonaukowej książki o rybach, którą dostał od Senseia, zakłócanego jedynie przez krzyk mew nad jego głową. Wszystko wskazywało jednak na to, że “święty spokój” nie będzie dany Doppo, nawet podczas zdecydowanie zasłużonych wakacji.

W zasadzie mógł się tego spodziewać, planując wyjazd razem z Hifumim. Właściwie, precyzując, to Host - jak tylko dowiedział się o dwóch wolnych tygodniach urlopu Doppo - wziął wolne w pracy i zabrał go w podróż, dopracowując do perfekcji każdy moment ich wspólnych wakacji. Chociaż w Japonii był początek zimy, w galeriach handlowych pojawiły się pierwsze ozdoby świąteczne, a wszyscy powoli zaczynali myśleć o kupnie prezentów dla bliskich - Hifumi, w ramach jakichś podejrzanych koneksji wynajął za śmiesznie małe pieniądze domek na wyspach, których nazwy Doppo nie potrafił nawet wymówić, kupił bilety na samolot i zorganizował wszystkie potrzebne dokumenty. Na wszelkie protesty przyjaciela i próby oddania pieniędzy, stanowczo odmawiał, przypominając mu, że salaryman od momentu podjęcia pracy niemal dziesięć lat temu nie miał czasu ani razu wyjechać na porządne wakacje, nie mówiąc już o podróżach za granicę.

Odmawianie nie było nigdy mocną stroną Doppo, a trzeba przyznać, że Hifumi miał spory dar przekonywania. W ten oto sposób stał właśnie na progu wynajętego domku, wpatrzony w wysokie palmy prowadzące na plażę, słuchając listy zadań, jaką dzisiaj mają jeszcze do wykonania.

- ...po przyjściu z miasta jeszcze musimy zjeść kolację i powiesić światełka w domku, żeby były gotowe na jutro. Ja powycinam śnieżynki, a ty przykleisz gwiazdki na wszystkie okna. Jutro rano trzeba iść na zakupy i ugotuję nam coś dobrego! No i koniecznie trzeba wstać wcześniej, żeby znaleźć jakieś ciasto w sklepie, żeby było na wieczór! No i nie wiem jak się wyrobimy, ale jutro punkt trzynasta musimy być na lotnisku, żeby potem mieć czas jeszcze skoczyć do lunaparku…
- Na lotnisko? Po co? - przerwał mu Doppo.
- To niespodzianka! Musimy odebrać… Paczkę. Przesyłkę - odparł Host szczerząc się radośnie.
- No dobrze, ale jesteś pewien, że chcemy jeszcze iść do tego lunaparku? Bilety są pewnie strasznie drogie, no i będzie tam spory tłum i nie jestem pewien czy…
- O nic się nie martw, Doppo-chin! - uśmiechnięty Hifumi zaczął klepać go po plecach tak, że chłopak aż ugiął się pod uderzeniami. - Wszystkim zajmę się ja. A teraz chodź, mamy wystawę do zobaczenia, a potem idziemy na festiwal budowania rzeźb z piasku!

Widząc pełną oczekiwania twarz przyjaciela, Doppo posłusznie zaczął się przygotowywać do wyjścia na miasto. Chociaż najchętniej wróciłby na plażę poczytać książkę i być może nawet popływać przez chwilę w oceanie, pomysły Hifumiego nie musiały być ostatecznie tak złym sposobem spędzenia razem urlopu. W końcu, były to też wakacje Hosta, który również zasłużył na trochę odpoczynku od pracy w klubie i codziennych obowiązków domowych. Doppo, z wdzięczności dla przyjaciela za wszystko, co dla niego zrobił, postanowił bez sporów pozwolić mu zadecydować o całym ich czasie wolnym.

***

To był straszliwie długi dzień, wypełniony do granic możliwości zwiedzaniem i oglądaniem miejsc, które zaplanował Hifumi, ale Doppo musiał przyznać w duchu, że tak właściwie - mimo ogromnego zmęczenia, jakie właśnie odczuwał - bawił się całkiem dobrze. Może nawet bardziej, niż mógłby się tego spodziewać, po tak zabieganym sposobie spędzania wolnego czasu.

Teraz zbliżała się już północ, a oni nadal siedzieli opatuleni kocem na plaży, bo - jak się okazało - nawet po zmroku Hifumi zaplanował im kolejną atrakcję, którą wyszukał wcześniej w internecie. Pokaz żonglowania pochodniami i inne sztuczki związane z ogniem, to była rzecz, której Doppo zdecydowanie nie spodziewał się zobaczyć podczas ich wspólnego wyjazdu, ale niewątpliwie przyjemnie było siedzieć razem przed ciemnym oceanem, rozświetlonym tylko blaskiem płomieni. Oparty plecami o przyjaciela, czując ciepło jego ciała i miękkość koca, który przyjemnie oddzielał ich od reszty świata - czuł, że jest mu naprawdę - w końcu - bardzo dobrze. Chciał, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, nawet jeśli oczy zaczynały mu się kleić ze zmęczenia, a artyści przed nimi właśnie kończyli widowisko. Hifumi wyjął z torby - którą przyniósł ze sobą - kilka świeczek i rozstawił je wokół nich, jednocześnie wręczając mu kolejny koc, bo na plaży zaczynało się robić nieco chłodniej. “Pomyślał o wszystkim.” - zauważył w myślach Doppo, patrząc jak Host rozświetla piasek i uśmiecha się ciepło do niego, a na końcu podaje mu kilka drucików zimnych ogni.

- Patrz, teraz nasza kolej! - powiedział ze śmiechem, podpalając jeden z nich i podając Doppo.
- Ah, lata tego nie robiłem. - odparł salaryman, zataczając skrzącym się patyczkiem koła w powietrzu. - Zupełnie jak na festiwalach, już dawno na żadnym nie byłem… Wybierzmy się razem na jakiś kiedyś, ok?
- Pewnie, Doppo-chin! Kiedy tylko zechcesz! - ciepły uśmiech Hifumiego mógłby topić najbardziej zatwardziałe serca. Wokół nich nie było już żadnych ludzi, więc jedynym odgłosem, który ich dobiegał, był cichy szum oceanu. Nad nimi świeciły gwiazdy, w ilości, którą salaryman widział po raz pierwszy w życiu. Doppo poczuł, jak jakieś uczucie rośnie mu w klatce piersiowej.
- Hifumi, ja… - zaczął z niepewnością w głosie i przerwał.
- Tak? - Blondyn spojrzał na niego z uwagą.

Doppo jednak odpowiedział mu tylko milczeniem, wpatrując się nadal w błysk ognia na grzbietach fal, roztaczany przez świece. Potrzebował czasu do namysłu, wszystko, co chciał przekazać, potrzebowało odpowiednich słów, a te nie chciały się układać w żadne, sensowne zdania. Nie wiedział, jak wyrazić te wszystkie uczucia, które wezbrały w jego sercu, ale czuł, że powinien, a nawet chce - przekazać je przyjacielowi. Jakkolwiek byłyby one niezręczne. Dopiero po dłuższej chwili zdecydował się w końcu streścić je jednym słowem.

- Dziękuję. - W końcu spojrzał Hifumiemu w oczy i zauważył z zaskoczeniem, jak w kącikach jego oczu pojawiają się łzy. - Wszystko w porządku? - zapytał z niepokojem, patrząc, jak Host ociera je palcami.
- Tak. Po prostu widzę jak cieszy cię to wszystko i uśmiechasz się w końcu przez cały dzień szczerze, poczułem się nagle bardzo szczęśliwy... - odparł śmiejąc się, a łzy płynęły już mu sporym strumieniem z oczu i nosa, tak, że po chwili wyciągnął chusteczkę z kieszeni i odszedł wysmarkać się na boku.

Doppo wyraźnie poczuł zmianę atmosfery w powietrzu, ale nie przeszkadzało mu to. Nawet poczuł się swobodniej, śmiejąc się z wypieków na policzkach Hifumiego i patrząc, jak próbuje przywrócić kontrolę nad swoją twarzą. Rzucili nawzajem do siebie kilka żartów, sypiąc po sobie piaskiem jak małe dzieci. Nastrój zrobił się tak luźny, jak w czasie ich wspólnych wypadów na ryby i Doppo pomyślał, że w tym momencie jedyne, co mu brakuje do pełni szczęścia, to obecność Senseia. Ciekawe, czy spodobałoby mu się to miejsce? Być może opowiedziałby coś o konstelacjach nad ich głowami. Może wybrałby się na jedną z wycieczek z lokalnymi rybakami na głęboką wodę, by wspólnie połowić ryby. Może nawet poszedłby na kurs nurkowania, żeby popływać razem z morskimi istotami, o których tyle wiedział. “Ciekawe, czy Jakurai umie nurkować. Jak się następnym razem zobaczymy, muszę się go koniecznie spytać.” - pomyślał z rozbawieniem, słuchając, jak Hifumi z zaangażowaniem planuje jedne z jutrzejszych atrakcji: wyjście do oceanarium.

***

Poranek i pobudka kolejnego dnia nie była najłatwiejszą w życiu Doppo, tym bardziej, że przed snem wypili jeszcze butelkę szampana, którą Hifumi triumfalnie wyciągnął spod łóżka, jakby to był jeden z łupów wojennych. Nawet nie próbował pytać, kiedy i gdzie ją kupił, stwierdzając po prostu, że w życiu pracownika host clubu, szampan jest nieodłącznym atrybutem i najzwyczajniej w świecie zawsze bywa pod ręką w razie potrzeby.

Co do wstawania niewyspanym, to Doppo był do tego faktu niewątpliwie przyzwyczajony. Wręcz, w ostatnich latach, rzadko kiedy miał okazję się porządnie wyspać, więc teraz, wiedziony czystym “autopilotem” poszedł się umyć, po czym wszedł do kuchni, a widok pogodnie nucącego coś Hifumiego, kończącego już przygotowywanie naleśników na śniadanie nawet go nie zaskoczył. To też był w zasadzie standard w ich wspólnym życiu. Jeśli tylko Host nie pracował do rana, to budził się niepojętym cudem przed salarymanem, żeby przygotować śniadanie dla nich obu i może nawet jeszcze lunch dla niego do pracy. Doppo, wiecznie potrzebujący litrów kawy do przetrwania każdego dnia w biurze, nie mógł zrozumieć, skąd przyjaciel czerpał tyle energii i kiedy miał czas na porządny sen, skoro często wracał z pracy w klubie w środku nocy. Cóż, najwyraźniej pewne rzeczy pozostaną na zawsze zagadką.

Zjedli szybko śniadanie i wyszli na zakupy do miasta. Ilość rzeczy, którą Hifumi wkładał do sklepowego koszyka była całkiem zaskakująca dla Doppo, jednak postanowił nie pytać przyjaciela o powód. Wyczuwał, że coś się szykuje, a Host wyraźnie przygotowywał jakąś niespodziankę. Nie chciał psuć mu planów, więc posłusznie pchał wózek z zakupami, zastanawiając się, na jaki pomysł mógł wpaść Hifumi.

- A może zamiast kupować, upiekę ciasto? - blondyn zatrzymał się tak gwałtownie na środku alejki, że Doppo z rozpędu prawie wjechał w niego koszykiem.
- Nie mamy piekarnika ani blachy do pieczenia - przypomniał mu. - Poza tym, czy według twojego grafiku nie chciałeś robić jakichś ozdób? Tak coś wspominałeś.
- A, racja. - Hifumi zatroskał się na moment, jednak już chwilę później szeroki uśmiech wrócił na jego twarz. - No to tylko zostało nam znaleźć jakąś porządną cukiernię, a ja przygotuję dzisiejszą kolację.

Doppo nie wnikał, dlaczego Host nawet na wczasach zajmuje się gotowaniem, jakby nie mogli po prostu wejść do restauracji albo zamówić jedzenie z jakiejś knajpki. Najwidoczniej musiał lubić to na tyle, że gotowanie dla bliskich nie było obowiązkiem, a po prostu przyjemną częścią dnia. Czasem zazdrościł mu takiego podejścia do życia, bo gdyby salaryman mieszkał sam, żywił by się głównie ryżem i zupkami instant.

Gdy obładowani zakupami dotarli w końcu do domku, Hifumi zakasał rękawy, rozdzielił obowiązki między nich i zniknął w kuchni na ponad godzinę. Doppo dostał za zadanie poprzyklejać złote gwiazdki na okna i porozwieszać lampki choinkowe, które Host wyciągnął znowu spod łóżka, jak z jakiegoś tajemniczego skarbca. Co on tam jeszcze dziwnego trzymał?

Zastanawiał się co strzeliło przyjacielowi do głowy, żeby w środku wczasów na tropikalnych wyspach przystrajać domek na święta, jednak nie mógł wymyślić żadnego sensownego powodu. Wprawdzie był grudzień, jednak święta mieli spędzić już w Japonii, zatem po co całe to zamieszanie? Jeśli jednak miało to sprawić przyjacielowi przyjemność, postanowił nie wnikać w szczegóły planu. Prawdopodobnie wszystko i tak się wyjaśni w swoim czasie.

Kończył właśnie rozwieszać śnieżynki, które Hifumi najwyraźniej wyciął w środku nocy, kiedy drzwi do kuchni otworzyły się, a ze środka wydobył się zapach jedzenia, tak kuszący, że Doppo aż zaburczało głośno w brzuchu.

- Jeszcze nie teraz, Doppo-chin! - Hifumi roześmiał się w odpowiedzi na ten odgłos. Musisz zaczekać do wieczora. Nie martw się, zjemy jeszcze coś małego w wesołym miasteczku. A teraz chodź, musimy jechać na lotnisko.
- Mam nadzieję, że w końcu mi wyjaśnisz, o co tu ze wszystkim chodzi. - Salaryman spojrzał na niego ze zmęczoną miną.
- Już niedługo, zobaczysz sam - odparł, zamykając przyjacielowi drzwi do kuchni przed nosem, zanim ten zdołał zajrzeć do środka, po czym zaczął się ubierać, pilnując, żeby Doppo nie odkrył niespodzianki, jaką przygotował.

***

O tej porze na lotnisku nie było zbyt wielu ludzi. Pojedyncze osoby kręciły się po pomieszczeniu dla oczekujących na przylot, kilku z nich trzymało nawet kartki ze słowami powitania. Doppo spojrzał na tablicę z godzinami przylotów. “13:02 - Japan” - czyżby Hifumi miał do odebrania paczkę z Japonii? Zamyślił się głęboko, po czym w końcu doznał olśnienia.

- Hifumi, czy my na kogoś czekamy? Czy może przyleci tutaj… Sensei? - spytał z niedowierzaniem w głosie.

Blondyn tylko zaśmiał się w odpowiedzi na te słowa i wskazał dłonią na grupę ludzi, która właśnie się do nich zbliżała. Kilka rodzin z dziećmi, dwie zakochane pary, jeden biznesmen i niemal dwumetrowy jegomość w długich, szarych włosach związanych w kucyk, schowany pod kapeluszem w moro, ubrany w ciemnozieloną kamizelkę z mnóstwem kieszeni i spodnie w tym samym kolorze. “Ah tak, ubranie na ryby.” - pomyślał Doppo ze zrozumieniem. Był pewien, że gdzieś w swoim bagażu Jakurai - bo rzecz jasna to on szedł w ich stronę - miał schowane wysokie kalosze do stania w rzece. Nad sensem takiego stroju nie było po co się zastanawiać, każdy, kto chociaż raz spotkał się z Senseiem na urlopie, wiedział, że to domyślny wygląd lekarza, nawet na wyprawach niezwiązanych w żaden sposób z łowieniem ryb.

- Dzień dobry Doppo, Hifumi. - Jakurai uśmiechnął się do nich ciepło i uścisnął im dłonie.
- Dobryyy dzień, Sensei! Wyobraź sobie, że Doppo nic a nic się nie spodziewał, że przylecisz! Jakbyś tylko widział jego minę, jak się dopiero na lotnisku zorientował, haha!
- Dzień dobry, Sensei. Jak minął lot? I rzeczywiście, mam nieco pytań na temat twojego pobytu tutaj, ale to może później.
- Racja. Chodźmy. A lot okazał się być bardzo przyjemny, nie wiedziałem, że w tych czasach samoloty stały się takie wygodne - odparł z lekkim śmiechem.

Pojechali zostawić bagaże Jakuraia w domku, nie zostając w nim jednak na dłużej, gdyż Hifumi już zaczął ich ciągnąć na wybrane wcześniej punkty programu. Doppo nie miał wcześniej żadnych obiekcji, gdy słyszał o planie pójścia do lunaparku, jednak zdecydowanie nabrał wątpliwości, gdy dotarli na miejsce. Już z daleka widział ogromną kolejkę górską, na widok której Hifumiemu ewidentnie błyszczały oczy. “Mam złe przeczucie co do tego.” - pomyślał. Chociaż nie miał lęku wysokości, takie atrakcje niespecjalnie były jego ulubioną rozrywką. Jednak widząc, jak przyjaciel zaraz od wejścia prowadzi ich prosto w stronę torów - wiedział już, że się nie wymiga od wejścia do wagonika, tym bardziej, że Jakurai wydawał się nie mieć nic przeciwko jeździe kolejką.

Doppo wiedział, że popełnił straszliwy błąd dopiero w momencie, gdy ruszali w górę torów, po czym zatrzymali się na kilka sekund na wysokim szczycie podjazdu, skąd rozpościerał się widok na całą okolicę. Wagonik w końcu drgnął i ruszył do przodu. Blady na twarzy salaryman zamknął oczy i postanowił ich nie otwierać już nigdy więcej w życiu. Może to był dobry moment na śmierć. Może to właśnie przeznaczone było mu umrzeć wśród najbliższych przyjaaaaaaaa…
Nie zdążył dokończyć myśli, bowiem gwałtowne szarpnięcie i pęd w dół, rzuciło jego żołądkiem, zaplatając wnętrzności w ściśnięty supeł. Po chwili zorientował się, że ze strachu krzyczy falsetem. Po kilku kolejnych sekundach, zorientował się, że barytonem wtóruje mu Jakurai, a Hifumi na siedzeniu obok zanosi się szaleńczym śmiechem. “Nie dożyję końca jazdy, nie dożyję końca jazdy…” Otworzył na moment oczy, co okazało się być ponownie złym strategicznie posunięciem, gdyż czekała ich za moment ogromna pętla. Potrójna. W tej samej chwili przestał krzyczeć i zorientował się, że po policzkach ciekną mu łzy.

Po zatrzymaniu się Jakurai i Doppo bardziej wypadli niż wyszli z wagonika, opadając natychmiastowo na drżące kolana. Oboje niemal ogłuchli od własnych krzyków, chociaż trzeba przyznać, że po trzecim okrążeniu salarymanowi zaczęło już być wszystko jedno i jechał z białą jak śmierć twarzą, szepcząc jakieś przekleństwa pod nosem. Lekarz wcale nie wyglądał lepiej. Jeszcze niedawno starannie ułożone w kucyk włosy i twarz, na której zwykle widniał pogodny uśmiech, teraz sprawiały wrażenie, jakby Jakurai zarwał w szpitalu nie nockę bez snu, a co najmniej tydzień. Wyglądał, jakby miał wspomnienia z wojny - i kto wie, może nawet właśnie tak było.

Tymczasem Hifumi wyszedł sprężystym krokiem z wagonika i wyjął telefon. Dokumentacja ich wspólnego wyjazdu spoczywała na jego barkach, a ta chwila była zbyt wspaniała, by jej nie uwiecznić na zawsze. Pozując, radośnie zrobił sobie selfie z na wpół martwymi przyjaciółmi za jego plecami. Widząc w jakim są stanie, łaskawie przesunął pójście do planetarium i zoo na kolejny dzień. Z resztą, dzisiaj i tak już nie było czasu, trzeba przecież jeszcze było iść do oceanarium!

Po dłuższej chwili wycieczce udało się wstać na miękkie nogi, zadecydować, że nigdy więcej w życiu nie powtórzą podobnego błędu i ruszyć w stronę budek z lodami. Doppo nie był pewien, czy jego żołądek zdoła przyjąć jakikolwiek pokarm w ciągu najbliższych godzin, jednak po tym wszystkim uznał, że zasługuje na odrobinę radości w życiu. Z resztą, potrzebował przyjąć sporą dawkę cukru, bo Hifumi już ich prowadził w stronę kolejnych atrakcji na terenie wesołego miasteczka.

Po godzinie dotarli w końcu przed budynek oceanarium. W końcu i oczy Jakuraia zalśniły, widząc jak wiele z oceanicznych stworzeń będzie dane im zobaczyć. Najwyraźniej lekarz był nie tylko fanatykiem wędkarstwa, ale również entuzjastą biologii morskiej. Doppo zanotował w pamięci ten fakt, ułatwiający szukanie prezentu na urodziny Senseia czy inne okazje. Już parę sekund po wejściu Jakurai zaczął opisywać podekscytowanym tonem skorupiaki, które mieszkały w pierwszym z olbrzymich akwariów w głównym holu. Wszystko wskazywało na to, że spędzą w tym miejscu naprawdę wiele czasu. Jednak Doppo nie miał nic przeciwko, ponieważ lekarz potrafił opowiadać bardzo ciekawie o sprawach, które go interesowały, co zmieniało nawet najbardziej małe, szare i nudno wyglądające rybki - w największym stopniu zajmujący uwagę gatunek w całym oceanarium. Również po Hifumim było widać, że dobrze się bawi. Biegał wokół nich z telefonem, robiąc dziesiątki zdjęć im samym oraz wszystkiemu co wyglądało dostatecznie kolorowo lub śmiesznie. Doppo tylko pierwszego dnia urlopu próbował chować się przed obiektywem aparatu, jednak szybko poddał się, z entuzjazmem Hosta niełatwo było wygrać.

Ostatecznie spędzili w oceanarium ponad trzy godziny. Zostaliby tam nawet dłużej, jednak głośne burczenie w brzuchu Doppo i Hifumiego w końcu przyciągnęło uwagę Jakuraia, który zafascynowany największym z akwariów zaczął już robić notatki i szkice w małym zeszyciku w najeżki, kupionym w sklepiku dla turystów. Salaryman westchnął z ulgą, że nie będzie trzeba Senseia wyciągać stamtąd siłą. Obiecał mu, że jeszcze kiedyś wybiorą się do podobnego miejsca, zapewniając szczerze, że całą trójką dobrze się bawili.

***

Hifumi z dumą wypisaną na twarzy otworzył drzwi do kuchni, robiąc ukłon, jakby otwierał drzwi dla pary książęcej. Powitał ich rozwieszony napis z kolorowego papieru “WESOŁYCH ŚWIĄT” nad stołem, zastawionym dla trzech osób. W rogach sufitu rozwieszone były gałązki świerku, a po zapachu Doppo zorientował się, że były prawdziwe. “Jakim cudem on znalazł żywy świerk na tropikalnych wyspach?” zdziwił się, jednak kolejno jego uwagę przyciągnęła jemioła podwieszona pod lampą. Przypomniawszy sobie jej symbolikę lekko się zarumienił, postanowił jednak nie wnikać w plany przyjaciela. Jakurai zauważywszy na co Doppo zwrócił uwagę, puścił oko do zaskoczonego salarymana.

Tymczasem Host wyciągnął jedzenie z lodówki, podgrzał je i rozłożył dania na talerze. Teatralnym gestem kazał im usiąść, a sam, niczym pani domu krzątał się wokół stołu, znajdując się ewidentnie w swoim żywiole. W końcu, przygotowawszy wszystko, stanął przed nimi, rozkładając ręce.

- Witajcie wszyscy, tak licznie tutaj zgromadzeni! - zaczął, a Doppo parsknął śmiechem. - Spotkaliśmy się na tej dostojnej wieczerzy, aby razem spożyć posiłek wigilijny we wspólnym gronie. - Senseiowi wyraźnie drgnęła warga, gdy powstrzymywał uśmiech, próbując zachować poważną minę.
- Hifumi, - Przerwał mu salaryman - nie jestem pewien, czy jesteś tego do końca świadomy, ale do świąt jeszcze daleko, nie pomyliły ci się przypadkiem daty?
- Mój drogi Doppo, - Host wyciągnął palec wskazujący przed siebie w geście żądającym utrzymywania uwagi na swoich słowach. - spojrzałem w zeszłym miesiącu blisko czterdzieści razy w grafik pracy naszej trójki na grudzień i wynika z niego jedno: każdy z nas pracuje w święta w taki sposób, że nie uda się nam wspólnie spotkać ani na godzinę w ciągu tych dni. Więc, - Hifumi nadal trzymał ostrzegawczo pojedynczy palec w powietrzu. - postanowiłem, że przesunę świętowanie na początek grudnia.
- To w zasadzie niegłupi pomysł. - przyznał Doppo. - Sensei, czy ty o wszystkim wiedziałeś?
- Owszem. Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę. Mam nadzieję, że spodobała ci się.
-Oczywiście! Nie spodziewałem się, że będę mógł spędzić z wami święta. Dziękuję, Sensei, Hifumi.
- No problemo, Doppo-chin! A teraz zacznijmy w końcu jeść, bo obiad stygnie!

Obiad, a w zasadzie kolacja - minęła im na wspominaniu wydarzeń dzisiejszego dnia, żartach Hifumiego z jazdy kolejką górską i luźnej rozmowie dotyczącej ich codziennego życia. Ostatnio nie mieli zbyt wiele czasu, żeby swobodnie posiedzieć ze sobą, także nadrabiali teraz tygodnie bez spotkań. W końcu, kiedy nie mieli już siły zjeść ani gryza jedzenia więcej, Hifumi wstał, wyciągnął zza pleców dwie paczuszki i obwieścił: “Czas na prezenty!”.
- Jakurai zrobił zaskoczoną minę.
- Jak to?
- To chyba normalne, żeby dawać sobie jakieś drobiazgi na gwiazdkę, nie? - Wyszczerzył się w uśmiechu Host.
- Aa, nie wiedziałem, że to przyda się akurat dzisiaj, ale też mam coś dla was - obwieścił Doppo i wyjął z plecaka, który dzisiaj nosił ze sobą, dwa przedmioty.

Hifumi rozdał obie paczuszki. Kiedy je otwarli, okazało się, że ta dla Doppo zawiera spory album ze zdjęciami ich trojga, ozdobiony własnoręcznie przez Hosta. Jakurai z kolei otrzymał zestaw akcesoriów wędkarskich i ładnie oprawione zdjęcie, na którym widać jak stoi dumnie ze złapaną rybą w ręku, a w tle widać roześmiane twarze jego przyjaciół. Salaryman wręczył Hifumiemu wisiorek w kształcie złotej iskry na łańcuszku, która kojarzyła mu się z poprzednim wieczorem, a Senseiowi - kupiony również tego dnia atlas o lokalnej faunie morskiej.

Lekarz, zorientowawszy się, że tylko on nie przygotował żadnego prezentu, zmieszał się, robiąc zbolałą minę i przeprosił smutno. Przyjaciele jednak od razu zaczęli go pocieszać, tłumacząc, że pomoc w życiowych problemach i wsparcie, które otrzymują od niego nieustannie - są najlepszym prezentem, jaki mogliby dostać.
- Możesz postawić nam jutro bilety do zoo, Sensei! - zaśmiał się Doppo, a lekarz w końcu się rozchmurzył.
- Dziękuję. - Powiedział z wilgotnymi oczami, uśmiechając się ciepło do pozostałej dwójki.

***

Chociaż na zewnątrz panował już mrok, postanowili przespacerować się chwilę po plaży. Znad oceanu wiał lekki wiatr, a piasek był wciąż nagrzany słońcem. Dla Jakuraia był to pierwszy wypad nad ocean od miesięcy, także z przyjemnością zdjął buty i wszedł po kostki do ciepłej wody. Obaj przyjaciele bez chwili zastanowienia zrobili to samo. Szli w milczeniu brzegiem, obserwując fale rozświetlone wyłącznie przez gwiazdy i księżyc, który wzszedł nad nimi. Doppo myślał o tym, że ta chwila zostanie już na zawsze w jego pamięci, a zapach oceanu już zawsze będzie kojarzyć mu się z tymi dniami, spędzonymi z przyjaciółmi.

Coś nagle przyszło mu do głowy i aż się uśmiechnął do własnych myśli.

- Sensei? - Przerwał ciszę.
- Tak?
- Czy zdarzyło ci się kiedyś nurkować?
- O. Hm. Owszem, zdarzyło. - Jakurai spojrzał pytająco w stronę Doppo.
- Bo pomyślałem sobie, że może poszlibyśmy pojutrze na kurs i popływali razem…
- Chwila, moment! - krzyknął Hifumi, aż spojrzeli na niego z zaskoczeniem. - Nurkowanie to plan na przyszły tydzień! No i to miał być sekret dla was obu...
- Wszystko zaplanowałeś, co? - zaśmiał się Doppo z wyrazu twarzy przyjaciela, który wyglądał jak dziecko, któremu właśnie odebrano ulubioną zabawkę.
- Bardzo chętnie wybiorę się z wami, Hifumi - odparł Sensei. - To z pewnością będzie miłe doświadczenie, biorąc pod uwagę, że ostatni raz nurkowałem podczas wojny.

Hifumi i Doppo aż stanęli w miejscu z wrażenia, wpatrując się z otwartymi ustami w lekarza.
- Aaa, Sensei, przepraszam, nie wiedziałem, nie chciałem, żeby to tak się skojarzyło - zaczął plątać się Doppo, jednak Jakurai powstrzymał go od dalszych słów, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Żartuję, oczywiście. Nie byłem nigdy w marynarce wojennej - zaśmiał się cicho z ich min i ruszył dalej przed siebie. Przyjaciele za nim westchnęli z ulgą, jednak nie będąc do końca przekonanymi nad jego zapewnieniem.

“Jeśli każdy dzień będzie tak pełen wrażeń, jak wczoraj i dziś, to będą naprawdę długie dwa tygodnie.” - myślał Doppo, czując w tej chwili głównie wdzięczność dla przyjaciół, którzy postanowili zabrać go na wakacje. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił, zapominając całkowicie o problemach w pracy, a spędzając czas wśród najbliższych mu ludzi, o których zaczął już myśleć jak o nowej rodzinie. Już wcześniej czuł się przy nich dobrze, tym bardziej, że Host był jego przyjacielem od lat, jednak teraz ich więzi zacieśniły się jeszcze mocniej. Były w końcu - zarządzone przez Hifumiego - święta. A na święta rodzina powinna być razem. Nawet jeśli czasem bywa tak, że rodzina to - zmęczony życiem salaryman, a.k.a DOPPO, pracownik host clubu MC GIGOLO i ich leader ill-DOC.